środa, 1 września 2010

Tarło, Nowa Murzynka, Katowice pt. 2

Sobota 

Tarło – akt płciowy u ryb prowadzący do połączenia jaja z plemnikiem. Nazwa pochodzi od specyficznego zachowania się ryb w tym okresie. Ryby stają się niespokojne, ocierają się bokiem o dno, samce ocierają się bokiem o samice polewając mleczem składaną ikrę. Ryby w tym okresie nazywa się tarlakami, a miejsce, gdzie tarło się odbywa – tarliskiem.
-wiki

Bolące kręgi szyjne, nogi, wszystkie części ciała zrekowerowały się po kilku godzinach mocnego snu na dmuchanym materacu w Sosnowcu. Nie dajcie się zwieść propagandzie ślązaków o rzekomej chujowości Sosnowca, mają wyraźne centrum miasta, przystanek autobusowy z przejściami podziemnymi prawie jak we Wrocławiu, centra handlowe i nocne autobusy. Po obiedzie i krótkiej wizycie na tarasie widokowym (podświetlonym moście) idziemy zobaczyć co zaprezentuje Bibio. Na dworze znów zimno jak pod koniec jesieni, kałuże straszą pod stopami, ale widok sceny klubowej rekompensuje wszystko; wspaniały złoty blask oślepia wszystkich którzy przychodzą zobaczyć kolejny nabytek Warp. Brytyjski producent grał przy naturalnych wizualkach, gałęzie drzewa za sceną rzucały cień na ekranie przeznaczonym do projekcji. Charyzmą sceniczną nie zaskoczył, set też z początku był średni, urywany, trochę jakby chłopak próbował pokazać nowo poznanym kolegom fajną płytę którą ostatnio ściągnął, i puszczał po fragmencie każdego utworu. Potem jakoś się rozkręcił, zrobiło się bardziej tanecznie, a na bis (?) puścił z winampa popularny dubstepowy walec, nawet nie trudząc się żeby go zremiksować.

Chwilę pobujałem się pod sceną Red Bulla, fajosko pomyślaną, dj-e stali wysoko nad publiką w czaderskim balkonie, a pod stopami piasek. Loops Haunt był w porządku, a pewnego gościa obok doprowadził do takiej ekscytacji, że ten całą powierzchnię piasku jął przetwarzać w geometryczne wzory własnym obuwiem. Po przerobieniu gruntu pod stopami w odpowiednie kształty przenosił się w inne miejsce plaży i zaczynał od nowa. 

Z koncertu Nosaj Thing wyniosłem trzy rzeczy: 1. czyta się to No Such Thing 2. Odpowiednie stężenie mieszanki ziołowej w organizmie pomaga zrozumieć skomplikowane geometryczne (znowu!) wzory, układające się soczystymi kolorami za plecami 3. azjaty! pan Nołsacz przyjechał razem z Sufim i Killerem jako multikulturowa mieszanka robiąca "psychedelic drum music" (cyt. Gaslamp K.) i sprzedająca płyty na jednym standzie. How sweet. Sam Nołsacz nadrobił nieco słabiutkie wrażenie po swoim krótkim Drifcie, wyciągając materiał na godzinny set, do którego nawet dało się pokiwać.

Scott Herren stojący nad deckami jako Prefuse 73 to żywa legenda, co prawda grał już koncert z okazji Nowej Murzynki jeszcze w Cieszynie, nie mam zamiaru jednak narzekać, jak zwykle wspaniale pomylone sample, żywa perkusja kopały aż miło. Scott zasłaniał dłonią kamerę która zaglądała mu przez ramię, jakby zazdrośnie strzegł alchemicznej tajemnicy swojej futurystycznej muzyki. Indi stylówa, okulary z grubą oprawką i arafata zmyliły koleżankę wieczorem, kiedy to myślała że banan przed nią jest samym Prifjuzem, który zstąpił z wysokości by pobujać się do basu.

losowe wideło z komórki

Chwilę posłuchałem Floating Points, których house sprawdziłby się świetnie na cieplejszej o 20 stopni plaży, dostaję wiadomość "DMX DZIWKO", hasło alarmowe używane w wyjątkowych okazjach, jak rozpoczęcie stanu wojennego. BORZE JAKIE TO BYŁO DOBRE. Recytowane piosenki przeprowadzone przez efekty, melodie żywcem wyciągnięte z 80' i 90', nerdowskie synthy i automat perkusyjny, acidowe melodie pulsują, tempo idealne do wywijania hołubców. Obsceniczne wizuale z raverskimi smilersami i kotem Felixem, ochroniarz przybija nam piony, wokół zielono choć ludzi dziwnie mało. Najlepsza decyzja weekendu. Na bis Ed pyta publikę "You all like oldschool, right?" Tak, kochamy oldchool w twojej interpretacji.


Ultrapopularny Moderat zagrał dla innej niż radioheadowa publiki, prezentując po kolei swoje hiciory, doprowadzając do nielichego tarliska pod barierkami. Rewelacyjne wizuale - pan od video stał na scenie na równi z innymi członkami zespołu. Światła biją po oczach, Rusty Nails napieprza aż miło, nastolatki za mną piszczą i rzucają konfetti z Lidla, wokół wszyscy mają to we włosach, a na twarzach uśmiechy, kto znajduje trochę miejsca obok składa ikrę i pociera ciałem o dostępne powierzchnie. Świetny audiowizualny performens, choć wałek grany na bis mogli sobie podarować.


Na Gonjasufiego nie zdążyłem, i dobrze, bo był pewnie tak samo nudny jak na Horyzontach, za to jego rastafari kolega, energetycznie dopalony Gasslamp Killer zrobił fenomenalny show. Nie widziałem jeszcze takiego dzikusa, skakał po scenie, odbijał się od głośników, prosił dźwiękowców o pogłośnienie muzyki "turn it up for the kids!", wybijał palcem amen breaki na padzie, miksował Louisa Armstronga obok ciężkich jak węgiel wobbli, potem wycisza wszystko i zaczyna opowiadać o 47 rocznicy przemówienia Martina Luthera Kinga. Świr. Trafiłem w sam środek pogo rozpętanego przez pobudzonych obcokrajowców, breakcory wrzynały się w uszy powodując trwałe uszkodzenia słuchu. Rasta musiał bisować kilkukrotnie, nawet po zwinięciu laptopa wrócił i odpalił go ponownie, sam chyba bawił się najlepiej ze wszystkich zebranych:


epilog:
Niedziela i koncert Orkiestry kameralnej Aukso pod dyrygenturą Marka Mosia.

Zagrali poprawnie, tylko miałem to samo wrażenie co na Bonobo - taka muzyka sprawdza się świetnie jako tło do innej czynności, a nie stania i obserwowania muzyków. Prefjuzowe Preparations wywołały bunt wśród dzieciaków po lewej stronie sceny, którzy krzyczeli "kiedy będzie techno" i wygłupiali się wijąc ciało do smyczków. Najlepsze że ich udawany entuzjazm po każdym kawałku podjęła reszta sali, i Marek Moś zmuszony był do publicznego wystąpienia dwukrotnie. Mechaniczny sen dzieci na lewo pewnie spełnił się, kiedy Moś zażartował, że za rok znów zagrają z Herrenem, tym razem do czegoś o "szybszym beacie". Niektórym jednak walczyki i typowe cinematic patenty przypadły do gustu i z otwartymi ustami chłonęli krótkie pasaże.
Udział Prefuse 73 pominąłem z premedytacją, bowiem poza tym że grano jego kompozycje, jego udział w występnie na żywo był tylko symboliczny.

2 komentarze:

  1. Słyszałam, że na Moderacie niektóre panny włosy z głowy rwały, tak im się nuta podobała. Pomimo, że lubię tą formację, zupełnie nie pojmuję jej wyjątkowej popularności wśród młodych samic.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja słyszałem podobne rzeczy, same wrzaski spod sceny mogą zaświadczać za tą wersją wydarzeń. Może coś tajemniczego jest w tych frekwencjach że pobudza fizycznie dziewczęce organizmy.

    OdpowiedzUsuń